Podlaskie. Gdzieś daleko. Nawet do Łomży. Wieś zbita dechami. Ranek. Z chałupy wychodzi facet. Widzi coś tam na podwórku i krzyczy:
– Maryśka, Maryśkaaaaaaa!
– Co?! – słychać zza płotu.
– To ty nasrałaś mi na podwórze?
– Tak!
– Oj, kokietka, kokietka….