Poszło dwóch facetów na wyścigi. Kombinują, na którego konia postawić. Nieoczekiwanie podchodzi do nich taki zwyczajnie wyglądający dziadek i cicho proponuje:
– To oczywiście nie moja sprawa, ale ja bym na waszym miejscu postawił na Lorda.
Faceci spojrzeli na siebie. I tak nie mieli pomysłu więc decydują: stawiamy na Lorda. Postawili. Ale pierwszy przybiegł Rodzynek. Następny wyścig. Kombinują, jak obstawiać. Podchodzi ten sam dziadek i z tajemniczą miną, rozglądając się na wszystkie strony, proponuje:
– Szalenie mi przykro, to oczywiście absolutnie nie moja sprawa, ale ja bym na waszym miejscu postawił na Bukieta.
Faceci postanowili raz jeszcze zaufać. Postawili, pierwszy przybiegł Floret. Przegrali tak prawie wszystkie pieniądze. Zostało im parę złotych. Na koniec jeden mówi do drugiego:
– Słuchaj, skocz kup jakąś wódkę i szaszłyki.
Po kilku minutach kumpel wraca z colą i sałatką.
– Coś ty za gówno kupił?!
– Spotkałem dziadka…