Prezes pewnej partii niezadowolony z wyników pracy rządu wezwał w trybie natychmiastowym Premiera, wszystkich Vice i cały skład Ministrów do swojej siedziby (chyba gdzieś przy Nowogrodzkiej czy jakoś tak). Stawili się w komplecie.
Ponieważ pora była mocno popołudniowa w gabinecie szefa sprzątaczka właśnie ścierała kurze, ale jako zaufana pracownica nie została wyproszona przez pryncypała.
– „Jezdem” niezadowolony – zagrzmiał Wódz – Ludzie się skarżą, że nie mogą do was dotrzeć ze swoimi bolączkami i przez to większość skarg trafia do tego fałszywego Trybunału Konstytucyjnego a Ci sami widzicie co wyprawiają. Postanowiłem więc wprowadzić trochę zmian. Od jutra Ministerstwo Finansów przenosi się ze Świętokrzyskiej na Małachowskiego, Min. Obrony z Klonowej na Wawelską, Min. Edukacji będzie urzędować na Ujazdowskiej a Premier przeniesie się na Wspólną itd. itd. Macie tu rozpiskę. Skończyłem.
Rozległy się nieśmiałe brawa i zgromadzeni zaczęli opuszczać pokój.
Gdy Prezes został tylko ze sprzątaczką ta wytarła dłonie w brudny fartuch, odcharknęła i zagaiła.
– Wie pan co, przed wojną moja ciotka prowadziła pod Przeworskiem taki wiejski burdel z miejscowymi dziewuchami. Gdy do przybytku po paru miesiącach przestali przychodzić klienci ciotka zaczęła od wywalenia na zbity pysk wszystkich tych wsiowych kurew i zatrudniła prawdziwe profesjonalistki a nie zajęła się przestawianiem łóżek.