Piątek. Macierewicz poszedł do restauracji i zamówił rybę. Dostał. Je, je, nagle skrzywił się z bólu, wyciąga coś z ust i gestem ręki przyzywa kelnera. Kelner przychodzi, Macierewicz wrzeszczy do niego:
– Panie! W tej rybie był haczyk!
– A co pan tam chciał znaleźć, ślady trotylu?